wtorek, 29 stycznia 2013

Chyba mnie trafi...

... SZLAG !

Nie mam hafciarki. Nawaliła. Nie działa.
Nie będzie ściereczek, przytulanek, kocyków...

Owszem, naprawić można.
Ale jest to koszt minimum 2 tys. :-(
Może kiedyś...

Kiedy tak siedzę i płaczę nad rozlanym mlekiem,
przypomniała mi się praca, którą wykonałam w listopadzie
 i jakoś zapomniałam o niej,
a myślę, że warta jest pokazania.

Autorką pomysłu jest Hania.

Uważam, że projekt jest po prostu GENIALNY, 
idealny na prezent, idealny do domu.

Chodzi o wykorzystanie MONOGRAMU.
Monogram rodu, rodziny, małżeństwa.

Najtrudniej na niego wpaść :-)
Hania mniej więcej wiedziała jak ma wyglądać, 
a i tak utworzenie go zajęło nam dwie noce.

Rysowałam, zamieniałam na język haftu, robiłam próbki, wysyłałam...

odrzucone,
odrzucone,
  odrzucone...

w końcu padło wyczekiwane marcinkiewiczowskie YES! YES! YES!

Reszta to zabawa.
Szyłam do Belgowa pierścienie na serwety, serca, ściereczki, bieżniki, obręcze do zasłon...

Obejrzyjcie:








 

Ale Hania miała pomysł :-)

niedziela, 27 stycznia 2013

Teraz ja!

Dosyć o mojej córce.

To jest mój blog i ja tu jestem namber łan!

Kiedy Magda urzędowała w Mongolii,
 ja, szara myszka, siedziałam w swojej krawieckiej jurcie
i realizowałam kolejne zamówienia.

I tak powstał mój pierwszy pan Nochal:
 


Niestety - przez własną głupotę mordowałam się z nim trzy dni,
bo źle odczytałam wykrój :-(


Powstała kolejna Tilda, która już jest w drodze do Włoch,
by dołączyć do swojej koleżanki siedzącej w perfumerii.
Tamta była w różu, ta miała być Walentynkowa:





Najwięcej kłopotu sprawił mi misiu,
nie uwierzycie, ale szyłam tego małego gada cały dzień,
oczywiście kilka głów i uszu wylądowało w koszu.
Cały miś ma ok. 11 cm wzrostu, więc ucha nie mogłam złapać w opuszki :-)




Jedynie z Królisią poszło gładko




Żeby było mi przyjemniej szyć,
na moim pierwszym piętrze za oknem
zorganizowaliśmy z mężem taki widok:



Chciałam bardzo podziękować za głosy oddane na moje zwierzaki

Julka i Rufi zdobyli srebro !!!
Dziękujemy Krysi za dobrą zabawę.

Za miejsce na podium należało nam się legowisko i przysmaki,
ale trochę tu okłamałam nasze pociechy;
- powiedziałam im, że nagrodą były brawa i całusy,
a prezenty prosiłam odesłać do Domu Tymianka,
tam są bardziej potrzebne.

I jeszcze jedno.
Kiedyś wygrałam w Candy u Pani Niteczki stojącą lalę o imieniu Gosia.


Stała sobie w mojej pracowni i obserwowała moją pracę.
Któregoś dnia na blogu  Bagragi przeczytałam info, 
że potrzebne są  fanty na aukcję,
z której dochód będzie przeznaczony dla
dzieci z Ośrodka Szkolno -Wychowawczego.

Powiedziałam głośno:
- Kurcze, nie zdążę nic uszyć!

Wtedy usłyszałam cichy głos Gosi:
- To może ja pomogę?

Szybciutko skrobnęłyśmy maila do Pani Niteczki
i po uzyskaniu zgody Gosia pojechała z ważną misją do Głogówka.


No.
To się wreszcie wygadałam.
Dziękuję za uwagę :-)

piątek, 25 stycznia 2013

c.d.

Witam!
Miało być dzisiaj o czymś innym, ale prosicie mnie o kolejne ciekawostki z Magdy wyprawy,
więc poświęcę temu jeszcze jeden post.

Bo ta wyprawa naprawdę wiele ją nauczyła.

Nauczyła się modlić


nauczyła się pić wódkę w temperaturze - 37 stopni


bo "na sucho" nie dałoby się wytrwać w modlitwie na takim mrozie


Nauczyła się przyrządzać ich potrawy


                                                                      jeść konie


korzystać z nowego WC-tu


Poznała najnowsze trendy w modzie


                                                           oraz wartość ich pieniądza


Przejechała tysiące kilometrów



by się przekonać, że mimo różnic w wyglądzie, 
mimo różnic zwyczajowych i kulturowych
 są to tacy sami ludzie.

Tak samo się śmieją


tak samo płaczą


tak samo robią głupie miny


A tak na poważnie...

Opis tej wyprawy zakończę Magdy odczuciami, które zamieściła na fejsie:

 "Kiedy oglądasz wschody i zachody słońca stojąc na zamarzniętym Bajkale,
 gdy pod tobą jest kilometr do dna, gdzie regularnie zapadają się auta, chcąc skrócić sobie drogę; 
kiedy przewozisz przez granicę nielegalnie dziesiątki ubrań z lisa/psa/bawoła, 
chcąc pomóc zarobić na chleb zaprzyjaźnionym mrówkom, 
przy okazji zarabiając sobie na rajtki z wielbłąda, bez których się umiera przy -37; 
śpisz w górach w jednej z jurt, do których wodę trzeba nosić kilometrami, 
a każda kropla jest na wagę złota... 
i wracasz. i otwierasz neta. i czytasz.
 "Przetasiewicz nie może żyć bez błyszczyka Diora", 
"Radwańska ceni tylko drogie marki-ma torebki wyłącznie Luisa V."

 - DZICZ kontra ŻENUJĄCO-BANALNIE-PRZEWIDYWALNA Europa.

Potworne zderzenie z rzeczywistością."



środa, 23 stycznia 2013

POWRÓT CÓRY

Moja córcia powróciła!
Cała, zdrowa, szczęśliwa i pełna wrażeń :-)

Spędziła tydzień nad Bajkałem i tydzień w dalekim mongolskim stepie.
Mówi, że tamtejszy krajobraz jest tak niesamowity i zapierający dech,
że teraz nawet Petersburg wydaje jej się szary i brzydki.


W tej jurcie mieszkała:



Trochę przytyła, bo codziennie musiała jadać baraninę i koninę
popijając to herbatą z mlekiem, solą i kawałkami mięsa !!!!!!!!
Obrzydlistwo, ale gościowi nie wolno odmówić jadła i grymasić.

Z ciekawostek napiszę Wam jeszcze to,
że krowy chodzą po wsi w czapkach i filcowych butach,
a w jurcie wolno się poruszać tylko w kierunku wskazówek zegara
i nawet jak coś jest z tyłu niemalże w zasięgu ręki -
- nie wolno się po to cofnąć, tylko trzeba jurtę przejść dookoła :-)

Mongołowie są bardzo gościnni, przyjaźni,
a jak się dowiedzieli, że Magda pochodzi z ojczyzny czterech pancernych i psa -
-to nie potrzebowali lepszej rekomendacji :-)

Oni uwielbiają nasz serial i podczas jego emisji
co drugi pies we wsi wabił się Szarik.

Zresztą obejrzyjcie to:

video


Jeżeli komuś sie filmik nie otwiera, podaję link:

 http://www.youtube.com/watch?v=h1Qefk80-0I

Na razie nic więcej nie wiem,
zdążyła mi tylko powiedzieć, że
dzień zaczynała i kończyła w buddyjskich chramach
i nawiązała znajomość z Lamą - chrześniakiem szamana - potomkiem Chyngis-Chana,
który udzielił jej kilku rad związanych z przyszłością -)
Buziaki!

niedziela, 20 stycznia 2013

Ukryty talent ???

Hej!

Kilka dni temu - o TU - pokazałam Wam moją młodszą córcię.
Daria ma 20 lat, studiuje anglistykę, więc drugi rok jest poza domem.

Dziś chciałabym napisać Wam coś o mojej starszej córce,
coś, w co sama nie mogę uwierzyć :-)

Magda to taki obieżyświat, nie usiedzi na miejscu.
Na stałe mieszka w Petersburgu, gdzie wykłada na uniwerkach,
ale każdą dłuższą przerwę w pracy wykorzystuje na podróże.

Ale ja nie o tym...

Magda nigdy nie miała nic wspólnego z malarstwem.
Owszem, chodziła na wystawy, kupowała obrazy,
ale pędzel ostatni raz miała w dłoniach chyba w przedszkolu.

Dlatego jak mi we wrześniu zakomunikowała, że zapisała się na kurs malarstwa -
- myślałam, że z krzesła spadnę.

- Ty??? Malarstwo???

Okazało się, że była gdzieś na wystawie i tam słyszała, że kopiowania można się nauczyć...

Pomyślałam: kolejna firma, która chce wyłudzić od klienta kasę...
Powiedziałam: idź, spróbuj...

Poszła, spróbowała.

Słuchajcie, do dziś w to nie wierzę!

Byłam w szoku, jak zobaczyłam jej pierwszą pracę!
Po trzech miesiącach dwa jej obrazy zawisły w Galerii w Petersburgu!

A ja urosłam :-)

Ale co Wam będę opisywać - obejrzyjcie sami:













Chyba się nie dziwicie, że urosłam :-)
Jak to nie wiadomo co w nas drzemie....


Ale mam znów inny problem z tą moją Magdą!

Jakiś czas temu poleciała z koleżanką do Mongolii.
Miały udać się w step i zapłacić tubylcom,
by pozwolili im pomieszkać z nimi w jurtach.

A tam minus 40 stopni :-(

No i niestety - od półtora tygodnia nie dają znaku życia.
Powinnam się przyzwyczaić, bo przechodzę to średnio 2 razy w roku, ale jednak...

Nawet sprawdzałyśmy z siostrą, czy nie żyją tam Kanibale:-)

Siostra przed chwilą podesłała mi artykuł, z którego wynika, że:

"Jeżeli gość przed wejściem do jurty obejdzie ją raz albo dwa w kierunku słońca
i jeżeli wchodząc nie natepnie na próg" - to będzie ok.

Mam nadzieję, że dziewczyny o tym wiedziały :-)

Buziaki!

piątek, 18 stycznia 2013

Ale to już było...

Witajcie, Kochani!

W sumie tego posta mogłoby nie być -
- nie pokażę niczego nowego. 

Ale chcę się Wam przypomnieć. 
Bo jestem. Bo tworzę.
a że znów to samo... no tak wyszło.

Powstały nowe królisie:




Kolejna kuchenna Tilda:





I jeszcze dwie ściereczki:




Jak przynudzam - dajcie znać!
Buziaki!